Szukaj

Cornelius G. Hunter, Dlaczego teoria ewolucji nie spełnia kryterium naukowości

Powrót do wszystkich dyskusji

Dyskutowany tekst


Autor: biosławek
Data wysłania: 2012-12-17 14:00:36

Tytuł: Super, ale kilka uwag.
Artykuł, jak zaznaczyłem w tytule, jest super. Dlaczego tak twierdzę? Ponieważ: jest napisany przez człowieka kompetentnego, niesie w sobie istotne i wartościowe trści. A przy tym jest napisany lekkim piórem w sposób przystępny i zrozumiały dla każdego.

Jednak jest w nim kilka miejsc, w ktorych argumentacja autora mnie trochę nie przekonuje. Np. ten fragment:

"W dodatku wiele tych podobieństw wygląda na wytwór ślepego, niekierowanego procesu. Wskazuje na to fakt, że pewne podobne narządy różnych gatunków nie pełnią rozpoznawalnych funkcji albo są podobne bez widocznych powodów. Na przykład wieloryby mają pewien mały zbiór kości, który wydaje się odlegle powiązany z miednicą wcześniejszych czworonogów. Wieloryb jest ssakiem i uważa się, że wyewoluował z jakiegoś czworonożnego mięsożercy. Tylne kończyny, twierdzą ewolucjoniści, zostały utracone w trakcie ewolucji wieloryba i dlatego miednica miałaby grać u niego mniej ważną rolę. Teoria ewolucji doskonale tłumaczy, dlaczego u wielorybów obserwujemy szczątkową postać miednicy wcześniejszych czworonogów."

Autor chyba miał na myśli, że teoria ewolucji jest w tym przypadku zgodna z przeświadczenie iż walenie pochodzą od lądowych czworonogów. Nić bardziej błędnego, ponieważ istnieje wiele innych niedarwinowskich wyjaśnień tego zjawiska, o których sam napisałem na swoim blogu:

"Dlaczego waleniom zanikły tylne kończyny? Dlaczego rybom jaskiniowym zanikają oczy?"
http://bioslawek.wordpress.com/2012/10/15/dlaczego-waleniom-zanikly-tylne-konczyny-dlaczego-rybom-jaskiniowym-zanikaja-oczy/

To na tyle i chociaż znany jestem z notorycznego czepialstwa, za które dostało mi się ostatnio od doktora Dariusza Sagana (w komentarzu do poprzedniego artykułu), to w tym przypadku, jakoś nie można się zbyt bardzo czepiać. No chyba, że na siłę:)

Tak przy okazji, to warto by było zamieścić na portalu 'Nauka a religia' inny przedruk z tego czasopisma. Chodzi artykuł Wolfa-Ekkeharda Lönniga o prawie powtarzalnej zmienności. Ja pisałem o tym tutaj:

http://bioslawek.wordpress.com/2012/04/03/o-tym-czy-ewolucja-jest-faktem-i-o-prawie-powtarzalnej-zmiennosci/
"O tym, czy ewolucja jest faktem i o prawie powtarzalnej zmienności".

Autor: bioslawek
Data wysłania: 2012-12-17 14:20:31

Tytuł: Dodatek- Filogenetyka molekularna kontra anatomia porównawcza
Przepraszam bardzo, ale czuję się zmuszony skomentować jeszcze jeden fragment:

"W rzeczywistości przygodność wydaje się przyćmiewać konieczność również
na poziomie molekularnym. Na przykład hemoglobina rozprowadza tlen po
całym ciele. Jest ona białkiem i jako taka składa się z sekwencji aminokwasów. Jednak nie istnieje jedna sekwencja aminokwasów, która określa hemoglobinę. Przeciwnie, jest wiele nadających się do tego sekwencji. Niemniej u gatunków podobnych, takich jak człowiek i szympans, odnajdujemy bardzo podobne białka hemoglobiny, natomiast hemoglobiny gatunków bardziej odległych różnią się w większym stopniu. Na ogół podobieństwa molekularne pokrywają się z podobieństwami morfologicznymi. Prawdopodobieństwo tak wielkiej odpowiedniości jest minimalne, jeśli gatunki nie są ze sobą spokrewnione (to znaczy, jeśli nie mają wspólnego przodka)."

Bez głębszego wnikania w sedno sprawy (to znaczy w to, co autor miał do końca na myśli) chciałbym zauważyć, że w szerszym aspekcie filogenetyka molekularna nie popiera wcześniejszych wniosków anatomów porównawczych. Więcej napisałem o tym tutaj:

"Dane anatomiczne kontra filogenetyka molekularna; o wnioskach ewolucjonistów, które prowadzą donikąd."
http://bioslawek.wordpress.com/2012/05/17/dane-anatomiczne-kontra-filogenetyka-molekularna/

Chciałbym się pochwalić, a jest się czym pochwalić, że swego czasu z dużym uznaniem wyraził się o tym artykule zmarły profesor Piotr Lenartowicz. Szczególnie mu się spodobała zacytowana przeze mnie wypowiedź T. Dobzhansky'ego.

Autor: biosławek
Data wysłania: 2012-12-17 15:26:39

Tytuł: Jeszcze jeden dodatek. Zmienność w ramach normy reakcji na środowisko.
Muszę skomentować jeszcze jeden fragment:

"Nie jest tajemnicą, że ewolucyjne adaptacje nieustannie się dokonują. Od
hodowli zwierząt po ogrodnictwo hodowcy tworzą nowe odmiany i gatunki.
Owady ewoluują w reakcji na pestycydy, a drobnoustroje w odpowiedzi na antybiotyki. Również zwierzęta na wolności ewoluują pod wpływem zmieniających się warunków. Jest kilka dobrze udokumentowanych przypadków, takich jak przemiany dziobów zięb wywołane suszą na wyspach Galapagos. Biolodzy szczegółowo badali te ptaki od lat siedemdziesiątych do dziewięćdziesiątych dwudziestego wieku. Odnotowali czteroprocentowy wzrost średniej wielkości dziobów u pewnego gatunku po suszy w 1977 roku."

Autor dokonał tutaj ewidentnego pomieszania pojęć, albo nadużył poprzez brak w stosowaniu precyzji (o czym jestem bardziej przekonany). Stosowany w hodowlach dobór sztuczny dobiera osobniki o pożądanych cechach i w końcu na tej drodze uzyskuje się różnorakie rasy (czy jak kto woli: odmiany) w obrębie tego samego gatunku. Autor zaliczył taki proces do procesów ewolucyjnych, choć przeważnie zalicza się go do procesów mikroewolucyjnych. Moim zdaniem i jedno określenie i drugie (ewolucja i mikroewolucja) jest mylące. Taka zmienność oparta na doborze sztucznym, widoczna u zwierząt i roślin hodowlanych, opiera się na selekcjonowaniu już istniejącej zmienności (już istniejących genów). U organizmów diploidalnych każdy gen ma swój odpowiednik na chromosomie homologicznym. Jedne z takich genów są recesywne (nie ulegają ekspresji) inne dominujące. Odpowiednia hodowla, polegająca na dobieraniu pożądanych genów, które kodują pożądane cechy w fenotypach, powoduje wyselekcjonowanie tych genów, które budują pożądany fenotyp. Można to sobie wyobrazić metaforycznie: mamy cztery pliki i klikamy jeden z nich. Otwiera się on, a pod otwartą ikonką mamy trzy pliki. Klikamy jeden z tych trzech, a pod następną otwartą ikonką mamy już tylko dwa. Klikamy jeden z tych dwóch i mamy już tylko jeden. Dalsze otwieranie jest niemożliwe. Doszliśmy do granic możliwości. Tak też się dzieje podczas doboru sztucznego. Po pewnym czasie niemal wszystkie geny na dane cechy są wyselekcjonowane i dalsze modyfikacje są już niemożliwe. Profesor Maciej Giertych stwierdził, że w takim przypadku mamy do czynienia z procesem polegającym na utracie informacji. Oczywiście nie tej zawartej w genotypie, ale tej ulegającej ekspresji. Konkluzja jest taka, że naturalna zmienność oparta na naturalnym wyposażeniu puli genetycznej w geny, które są selekcjonowane pod kątem pożądanych cech, nie jest zjawiskiem tożsamym z ewolucją (neo)darwinowską, która ma polegać na przypadkowych mutacjach odcedzanych przez dobór naturalny. Warto tutaj jeszcze zaznaczyć, że to w wyniku mutacji mają się tworzyć nowe geny według zapewnień ewolucjonistów neodarwinistów. Natomiast zmiany w występowaniu alleli, które są wywoływane przez naturalny dryf genetyczny lub dobór sztuczny, bazują na genach już istniejących. I nie ma żadnych dowodów na to, że geny te powstały w wyniku zmian neodarwinowskich.

Więcej na ten temat napisałem tutaj:
‘Genetycy podważają model selekcyjnego wymiatania’
http://bioslawek.wordpress.com/2012/08/29/genetycy-podwazaja-model-selekcyjnego-wymiatania/

Powoływanie się na motyw z ziębami Darwina też jest chybiony, ponieważ wcale nie jest udowodnione, że zmiana kształtów dziobów u tych ptaków była efektem ewolucji neodarwinowskiej i świetnie uzasadnił takie twierdzenie Jonathan Wells w swojej książce „Ikony ewolucji” http://www.wwylomie.com/ikony-ewolucji-nauka-czy-mit-427.html
Zmienność u tych ptaków można wyjaśnić na kilka niedarwinowskich sposobów. Np. pierwsze wyjaśnienie opiera się na zmienności w występowaniu alleli. A więc populacja tych zięb posiadała geny na kilka rodzajów kształtów dziobów i kiedy przychodziła susza, to osobniki z większymi dziobami zdobywały frekwencję, a te z małymi pozostawały w niemal niewykrywalnej dla uczonych mniejszości. Kiedy susza się kończyła, frekwencja zaczynała przeważać na korzyść zięb z małymi dziobami. Jonathan Wells słusznie zauważył, że jest to proces cyklicznie odwracalny, a więc ze zmianami neodarwinowskimi nie może mieć nic wspólnego, ponieważ zjawisko to podważa Prawo Dollo:
„O stworzeniach, które wystąpiły przeciwko ewolucyjnemu Prawu Dollo”
http://bioslawek.wordpress.com/2012/10/17/o-stworzeniach-ktore-wystapily-przeciwko-ewolucyjnemu-prawu-dollo/

Innym wyjaśnieniem jest odwołanie się do mechanizmu w ramach normy reakcji na środowisko. Jonathan Wells świetnie opisał taką możliwość, choć nie użył określenia "zmienność w ramach normy reakcji na środowisko", w rozdziale o melanizmie przemysłowym. Zmienność w ramach normy reakcji na środowisko polega na korzystaniu z naturalnego wyposażenia genomów poprzez naturalną bioinżynierię (tworzenie nowych wariantów genów itd.). Można taki proces określić mianem kontrolowanej ewolucji. Jeden z takich przypadków opisałem tutaj (choć na swoim blogu opisałem więcej takich zjawisk):
http://bioslawek.wordpress.com/2012/06/23/przyczyny-mimikry-u-motyli-upadek-kolejnego-neodarwinowskiego-mitu/
„Przyczyny mimikry u motyli; upadek kolejnego neodarwinowskiego mitu”

Autor: bioslawek
Data wysłania: 2012-12-17 20:42:34

Tytuł: O ewolucji ssaczego ucha
Chciałbym jeszcze skomentować jeden z fragmentów z kolejnego rozdziału tego artykułu:

„Skamieniałości wskazują, że ewolucja jest faktem — stwierdził George Simpson w 1951 roku i od tamtej pory ewolucjoniści nie przestają tego powtarzać. Zapis kopalny, obok ustaleń anatomii porównawczej i świadectw ewolucji na małą skalę, również rzekomo dowodzi ewolucji. Być może najbardziej niesamowitym przykładem tego typu świadectw jest sekwencja skamieniałości ukazująca przejście między gadami ssakokształtnymi a ssakami. Kluczową, szczególnie dobrze udokumentowaną zmianą anatomiczną jest transformacja szczęki. Szczęki gadów mają kilka kości, podczas gdy szczęki ssaków składają się tylko z jednej. Paleontologowie zrekonstruowali coś, co Stephen Jay Gould nazwał „wspaniałą sekwencją stadiów pośrednich”, w której kości szczęki gada przesuwają się do tyłu i stają się ssaczym uchem środkowym. Kluczowym okazem w tej sekwencji jest Cynognathus, którego wiek datowany jest na wczesny Trias, czyli na co najmniej 240 milionów lat. Ma on dwa stawy szczękowe, jeden odpowiadający staremu, gadziemu stawowi, a drugi — nowemu, ssaczemu.„

W moim odczuciu autor użył w tym przypadku jakichś dziwnych niejasnych, dwuznacznych sformułowań. Wynika z nich moim zdaniem, że paleontologowie znaleźli skamieliny obrazujące kolejne etapy transformacji gadziej szczęki w ssacze ucho. To nieprawda, a skamieniałości, które tak zinterpretowano mają zupełnie inną wymowę. Napisałem o tym w moim artykule na ten temat:

http://bioslawek.wordpress.com/2012/12/01/czy-ssacze-ucho-moglo-powstac-z-elementow-gadziej-szczeki/
„Czy ssacze ucho mogło powstać z elementów gadziej szczęki?”

Pozwolę sobie z niego zacytować mając nadzieję, że poniższy cytat rzuci na całą sprawę nieco więcej światła:

„Jak wiadomo, gady posiadają tylko jedną kość słuchową w uchu, ssaki natomiast posiadają trzy takie kosteczki. Chociaż ewolucjoniści wykazali, że niektóre gady ssakokształtne posiadały jednocześnie obydwa typy stawów szczękowych (staw typu gadziego i ssaczego), co niewątpliwie było bardzo przydatnym przystosowaniem, biorąc pod uwagę ogrom szczęk tych gagów (podwójny staw być może wytrzymywał większy nacisk szczęki), to jednak w dalszym ciągu nie wyjaśnili oni, w jaki sposób mogła odbywać się STOPNIOWA transformacja elementów szczęki gada po połączeniu się z jedną kością słuchową, „kolumienką”, która jest w uchu gada, w ucho typu ssaczego. Po prostu nauka o ewolucji nie dysponuje żadnym modelem teoretycznym, który w sposób szczegółowy (a choćby przybliżony) opisywałby tę ewolucję.

Zanim przejdę do rzeczy, chcę zaznaczyć, że ewolucjoniści często prezentują rysunki czaszek mających obrazować sekwencję form przejściowych w ewolucji ssaczego ucha z gadziego. Są to czaszki różnych gatunków gadów ssakokształtnych, u których kości szczęki są rozmaicie rozwinięte. Jedne są masywne, inne ‘odchudzone’, co ma dowodzić w przypadku tych ostatnich, że kości te pomniejszały się do rozmiarów umożliwiających wejście im do ucha środkowego. Oczywiście, są to nadal funkcjonalne stawy, które do końca życia właścicieli tych czaszek spełniały funkcję zawiasów szczęk, a do rozmiarów umożliwiających im utracenie tej funkcji i wejście do ucha zawsze było daleko. Nigdy nie znaleziono takich czaszek, u których akurat zaobserwowano by moment, gdy kości szczęki, a konkretnie gadzie kości stawowa i kwadratowa, byłyby na jakimkolwiek etapie wchodzenia do ucha środkowego rzekomego ewolucyjnego przodka ssaka.
http://daphne.palomar.edu/ccarpenter/jaws1.gif

Ilustracja z sekwencją kości szczęk gadów ssakokształtnych mająca dowodzić ewolucji ucha z gadziej szczęki. Zamieszczono tutaj rysunki różnych gatunków gadów ssakokształtnych, żyjących na przestrzeni długich okresów czasu, u których obserwuje się różne rozmiary kości tworzących stawy szczękowe. Co ma dowodzić, że kości te systematycznie się pomniejszały, aż w końcu osiągnęły rozmiary umożliwiające im wejście do ucha środkowego ewolucyjnego przodka gada.”

Zachęcam też do przeczytania komentarzy pod artykułem. Są to relacje z dyskusji na ten temat, która się odbyła na Forum Ateista.pl. W odpowiedzi moim oponentom zaprezentowałem analizy innych rzekomych dowodów na to, że z elementów gadziej szczęki wyewoluowało ssacze ucho. Przeanalizowałem między innymi przykład kopalnego ssaka Liaoconodon hui, który w dorosłym życiu (co jest nietypowe u dzisiejszych ssaków) posiadał szczątkową chrząstkę Meckela, co ewolucjoniści zinterpretowali jako dowód pochodzenia elementów ssaczego ucha środkowego z elementów gadziej szczęki.

Informator

     
  

Jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach ZGL "Nauka a Religia", napisz o tym na ten e-mail: darsag@wp.pl

  
     

Odwiedza nas 79 gości oraz 0 użytkowników.